• To czym cię martwi Sowa? – powtórzyło pytanie Maleństwo.
  • Martwi mnie jego zdrowie.
  • A coś dokładniej?
  • No, bo wczoraj jak przyszedł na imprezę to nawet kieliszka nie ruszył, nie wspomnę o szlugach.
  • Kurwa. Rzeczywiście go nie było. Może poprosiłbym mamę by go wzięła w obroty? Co ty na to?
  • To jest dobry pomysł.

    Dwie godziny później…

    Szedłem sobie ścieżką gdy nagle usłyszałem głośne jęki. Szybkim skokiem schowałem się za dużym drzewem i obserwowałem co się dzieje. Kilka metrów ode mnie był dom Sowy, z którego dochodziły owe dźwięki. Zapewne Kangurzyca złożyła mu wizytę. Uśmiechnąłem się po czym z bananem na twarzy ruszyłem w dalszą wędrówkę. Gdzie? Do domu Tygryska.

  • Siemasz stary. – przywitałem się klepiąc go po bratersku w plecy.
  • Hej. Słyszałeś? – zapytał.
  • O czym?
  • Hefalumpy napadły Sowę.
  • To dlatego był tak podłamany!
  • Ale to jeszcze nie wszystko! Zabrały Księgę Pędzenia Bimbru!
  • O rzesz ty w mordę, jebane kutafony! Powiedzieli co chcą w zamian?
  • No właśnie nic nie powiedzieli! – powiedział unosząc głos o oktawę.
  • Musimy ją odebrać! – krzyknąłem.
  • Ha kuna ma ta ta! – ktoś krzyknął pod drzewem – Trzeba uratować tę Księgę!
  • Pumba wziąłeś dzisiaj tabletki? – zapytał drugi głos.Wyjrzeliśmy na zewnątrz i naszym oczom ukazali się przyjaciele z produkcji.

  • Pumba? Timon? Co wy tu robicie? – zapytał Tygrysek.
  • Walduś* dał nam mały urlop i postanowiliśmy was odwiedzić. – odpowiedział Timon.
  • Macie coś do jedzenia? – zapytał jak zwykle głodny Pumba.
  • Jasne. Chodźcie wbijamy do Puchatka. – zarządziłem.
  • Puchatku! Puchatku! Masz coś do zjedzenia w tym małym Domo-Chatku? – zawołaliśmy stojąc pod drzwiami.
  • Timon! Pumba! Jak miło was widzieć chuje jebane! – krzyknął na wejściu – Co was cwele do mnie sprowadza?!
  • Mamy urlop i postanowiliśmy was wspomóc w misji: Odebrać Księgę?!
  • Jaką Księgę? – zapytał głupiutki Puchatek.
  • Ej Puchacz ty weź zmień te fajki, bo ruskie źle wpływają na twój mózg. – upomniał go Timon.
  • Pale Marlboro! – uświadomił go dumnie – Droższe, ale lepiej się po nich kasę liczy na Stocka.
  • Właśnie masz co? – zapytałem przeszukując szafki.
  • Może mam, może nie mam.
  • Weź nie bądź cipa. Daj się napić, bo jak nie…
  • Jak nie to co? – wtrącił się Tygrysek.
  • Jak nie to cię wykastrujemy! – krzyknęliśmy chórkiem.
  • O kurwa! Nieee! – zapiszczał jak baba i uciekł do drugiego pokoju, po czym wyszedł z zgrzewką Stocka.Zaczęliśmy pić, jarać i wszystko w tym temacie. Okazało się, że Pumba podpierdolił Disneyowi zaczarowany ołówek i teraz rysował nim karabiny na misję.

    Ubrani w pełni na komandosów, FBI czy jakoś tak ruszyliśmy ścieżką drąc się na całe gardła o zbiórce u Sowy. Gdy wszyscy się stawili zaczęliśmy opracowywać plan działania.

    Naszą akcję zaplanowaliśmy na jutrzejszy poranek. Rozochoceni rozeszliśmy się do domów, by wyspać się przed ciężkim starciem z Hefalumpami.

    Na moje nieszczęście Pumba miał spać u mnie w domu…