HefaLumpy


    Z samego rana całą brygadą, pełni dymu Marii ruszyliśmy na misję: Hefalumpy. Na czoło usadowiliśmy Sowę, bo to jemu podpierdolili Świętą Księgę!.. lumpy jebane…

  • Puchatek, orientuj się! – krzyknąłem na towarzysza, gdy trzeci raz mijaliśmy to samo drzewo.
  • Przecież się orientuję! Każdemu może się przydarzyć wpadka z osobnikiem tej samej płci! – oburzył się podomkowiec.
  • Nie o to chodzi. – powiedział spokojnie Królik.Nie wierzę, Królik jest spokojny! Hahaha… chyba scenariusza nie doczytał!

  • Orientuj się na mapie. – wyjaśnił Prosiaczek – Już trzeci raz mijamy to drzewo.
  • Aaa. No dobra. – zapatrzył się na małą mapkę – Tu jest napisane, że za trzecim minionym takim samym drzewem będzie tabliczka z numerem domu, a obok niej furtka do domu Lumpów.Nagle ni stąd ni zowąd usłyszeliśmy głośny ryk! Zerwaliśmy się szybko, by schować się przed niebezpieczeństwem. Zły Lump to maszyna do robienia takich rzeczy z kimś kto staną na jego drodze, że po sprawie to jedynie można kwiatki nad nim sadzić.

  • Gdzie jest to przemądrzałe, pierzaste ptaszysko! – usłyszeliśmy krzyk.Czyżby miał na myśli Sowę? Zerknąłem na wcześniej wspomnianego, który trząsł się jak galaretka po wyjściu ananasa z puszki w reklamie jaką zrobiły przebiegłe Biedronki.

  • Sowo wzywam cię! – znów krzyk.
  • Hu hu, hu chuj ci w dupę stary Lumpie! – odkrzyknął mu Sowa.Twardy zawodnik z niego.

  • Oddaj moją Księgę wielka kupo gówna! – mówiąc to niemal znajdował się przy drzwiach.Nagle oślizgłe, zielone macki wciągnęły go do środka, a w powietrzu zawirowało kilka piór Sowy.

  • Nie no STOP! Tak nie może być! – Pumba wydarł się na Reżysera.
  • Pumba, co ci znowu nie pasuje?
  • Po pierwsze jestem głodny więc może przyspieszymy to nieco? – zapytał lecz nie widząc żadnej reakcji kontynuował – Po drugie. Co do cholery robi tam LUKA!W tym samym momencie zza drzwi wyjrzała głowa bardzo znanej nam ośmiornicy. Jak oni mogą wykorzystywać umysłowo chorych w filmie?!

  • Część wszystkim. – powiedział Luka szczerząc się na pół połamanymi, czarnymi zębami.Przesadził z glonami…

  • Luka! Po kiego grzyba ruszyłeś ośmionożną dupę na casting?! – zapytał Timon.
  • No bo, Rybki ze zdezelowanej Ferajny mnie wypierdolili na bruk i nie mam kasy na skręty, no i chciałem zarobić trochę, bo mi się tusz w dupie kończy…
  • Nie pierdol tyle bo jeszcze zmądrzejesz! – powiedziałem przytulając biedaka – Witaj na pokładzie Luka.
  • Dobra to co? Idziemy na fajeczkę, a potem dublujemy scenę? – zapytał pełen nadziei Prosiaczek, nagle jego oczy się zwęziły – Jeśli nie to wam puszczę takiego gaza, że nosy odpadną.
  • No dobra! – krzyknął reżyser – 15 minut przerwy!Z takimi ludźmi to można pracować!

  • Dzięki Prosiaczku, ty zawsze wiesz jak pomóc ludziom w potrzebie nagłego skręta. – powiedziałem, po czym wyszliśmy kawałek dalej zapalić.Coś czuję, że ten film będzie totalną klapą. No cóż, kasę i tak za to dostaniemy, więc będą lajty. Może nawet kiedyś nakręcimy drugą część? Dobra Krzysiu uspokój się! Zbytnio wybiegasz w przyszłość! Ciesz się chwilą i palonym skrętem, bo masz tylko 15 minut!

Sowa

  • To czym cię martwi Sowa? – powtórzyło pytanie Maleństwo.
  • Martwi mnie jego zdrowie.
  • A coś dokładniej?
  • No, bo wczoraj jak przyszedł na imprezę to nawet kieliszka nie ruszył, nie wspomnę o szlugach.
  • Kurwa. Rzeczywiście go nie było. Może poprosiłbym mamę by go wzięła w obroty? Co ty na to?
  • To jest dobry pomysł.

    Dwie godziny później…

    Szedłem sobie ścieżką gdy nagle usłyszałem głośne jęki. Szybkim skokiem schowałem się za dużym drzewem i obserwowałem co się dzieje. Kilka metrów ode mnie był dom Sowy, z którego dochodziły owe dźwięki. Zapewne Kangurzyca złożyła mu wizytę. Uśmiechnąłem się po czym z bananem na twarzy ruszyłem w dalszą wędrówkę. Gdzie? Do domu Tygryska.

  • Siemasz stary. – przywitałem się klepiąc go po bratersku w plecy.
  • Hej. Słyszałeś? – zapytał.
  • O czym?
  • Hefalumpy napadły Sowę.
  • To dlatego był tak podłamany!
  • Ale to jeszcze nie wszystko! Zabrały Księgę Pędzenia Bimbru!
  • O rzesz ty w mordę, jebane kutafony! Powiedzieli co chcą w zamian?
  • No właśnie nic nie powiedzieli! – powiedział unosząc głos o oktawę.
  • Musimy ją odebrać! – krzyknąłem.
  • Ha kuna ma ta ta! – ktoś krzyknął pod drzewem – Trzeba uratować tę Księgę!
  • Pumba wziąłeś dzisiaj tabletki? – zapytał drugi głos.Wyjrzeliśmy na zewnątrz i naszym oczom ukazali się przyjaciele z produkcji.

  • Pumba? Timon? Co wy tu robicie? – zapytał Tygrysek.
  • Walduś* dał nam mały urlop i postanowiliśmy was odwiedzić. – odpowiedział Timon.
  • Macie coś do jedzenia? – zapytał jak zwykle głodny Pumba.
  • Jasne. Chodźcie wbijamy do Puchatka. – zarządziłem.
  • Puchatku! Puchatku! Masz coś do zjedzenia w tym małym Domo-Chatku? – zawołaliśmy stojąc pod drzwiami.
  • Timon! Pumba! Jak miło was widzieć chuje jebane! – krzyknął na wejściu – Co was cwele do mnie sprowadza?!
  • Mamy urlop i postanowiliśmy was wspomóc w misji: Odebrać Księgę?!
  • Jaką Księgę? – zapytał głupiutki Puchatek.
  • Ej Puchacz ty weź zmień te fajki, bo ruskie źle wpływają na twój mózg. – upomniał go Timon.
  • Pale Marlboro! – uświadomił go dumnie – Droższe, ale lepiej się po nich kasę liczy na Stocka.
  • Właśnie masz co? – zapytałem przeszukując szafki.
  • Może mam, może nie mam.
  • Weź nie bądź cipa. Daj się napić, bo jak nie…
  • Jak nie to co? – wtrącił się Tygrysek.
  • Jak nie to cię wykastrujemy! – krzyknęliśmy chórkiem.
  • O kurwa! Nieee! – zapiszczał jak baba i uciekł do drugiego pokoju, po czym wyszedł z zgrzewką Stocka.Zaczęliśmy pić, jarać i wszystko w tym temacie. Okazało się, że Pumba podpierdolił Disneyowi zaczarowany ołówek i teraz rysował nim karabiny na misję.

    Ubrani w pełni na komandosów, FBI czy jakoś tak ruszyliśmy ścieżką drąc się na całe gardła o zbiórce u Sowy. Gdy wszyscy się stawili zaczęliśmy opracowywać plan działania.

    Naszą akcję zaplanowaliśmy na jutrzejszy poranek. Rozochoceni rozeszliśmy się do domów, by wyspać się przed ciężkim starciem z Hefalumpami.

    Na moje nieszczęście Pumba miał spać u mnie w domu…

Początek

  • Co piszesz? – zapytał Puchatek wchodząc na stół.
  • TAO Puchatka. – odpowiedziałem.
  • Jak Puchatka? – zapytał, rozmazując słowo, które właśnie napisałem.
  • TAO Puchatka. – odpowiedziałem wbijając mu ołówek w oko.
  • Jesteś okrutny! – krzyknął łapiąc się za zwisające oko.
  • Wiem, dlatego pisze to właśnie o Tobie. Wiesz o czym to będzie?
  • Nie wiem, wyjmij to cholerstwo, bo nie daję rady myśleć!
  • A kiedy ty w ogóle myślałeś?
  • Dziś rano kiedy zobaczyłem pustą butelkę Stocka pomyślałem, że muszę kupić drugą!
    I widzisz! Myślę! A teraz to wyjmij, bo mnie zaczyna wkurwiać!

    Szybkim szarpnięciem wyrwałem mu ołówek, niestety złamał się i połowa została w oku.

  • O kurwa. I co teraz? – zapytał zezując.
  • Idziemy do Królika! – krzyknąłem i złapałem go za podomkę ciągnąc w kierunku drzwi.
  • Królik fiucie pokaż się! – wydarłem się pod drzwiami rudery uszatego.
  • Czego chcesz? Właśnie oglądam Dobranockę! – odkrzyknął.
  • Co leci? – zapytałem rzucając się na kanapę zupełnie zapominając o Puchatku.
  • Dziś Japońska pornografia: Rozdziewiczenie.
  • Ooo.!. – zawołałem w momencie kulminacyjnym – Ostry jest.
  • Taa… nic nowego. A temu co jest? – zapytał wskazując browarem w kierunku Puchatka.
  • O właśnie byłbym zapomniał, ach te procenty alkoholowe co one robią z mózgiem. A więc tak. Wkurwił mnie to mu wbiłem ołówek w oko i jak wyciągałem to się złamał. Pomożesz?
  • Spróbuję. Poczekajcie skoczę po chlor, może on pomoże.
    Po chwili wrócił.
  • Mam. Walerek do nogi! Fifu Fifu. No waruj… pokaż to oko.Wsypał cały proszek na oko i po chwili usłyszeliśmy charakterystyczne odgłosy pienienia się. Wow, to lepsze niż woda utleniona!
    Królik zamaszystym ruchem pęsety wyrwał resztę ołówka.

  • Masz wytrzyj się flejo. – powiedział do niego po czym rzucił mu zużytą podpaskę Kangurzycy.
  • Dzięki. – burknął Puchatek.
  • Podobnież Kłapouchy robi imprezę. – rzuciłem.
  • Tak, też coś o tym słyszałem. – dodał Królik.
    Puchatek przyłożył palec do skroni, po czym przemówił głosem robota:
  • Impreza jest o 18 przy Piwnym Drzewie.
  • Ej, niezłą masz pamięć! – pochwaliłem go – Co to za nowe baterie?
  • Przerzuciłem się na Marlboro. – odpowiedział dumny.
  • Dobra cwele zbierajcie dupy bo jest za 5. – powiedział Królik wypychając nas za drzwi.
  • Puchatek nie zapomnij podomki!
  • Szzz… szzz… szszsz… – usłyszeliśmy odgłosy dochodzące z krzaków.
  • Co to? – zapytał cicho Puchatek chowając się za Królika.
  • Cykor. – powiedziałem.
  • szszsz… szzz… Szła Dzieweczka do laseczka, do stumiloweeego…Zobaczyliśmy pedalską postać wyłaniającą się z krzaków. Prosiaczek.

  • Chłopie co ci się stało? – zapytałem zdejmując mu kondoma z ucha.
  • Zaprosiłem Kangurzycę na kolację… – bełkotał – i… i ona w połowie gry wstępnej powiedziała, że dostała okres! Zrobiła mi laskę i się uchlałem, bo i tak bym nic nie pierdolił.
  • Łączymy się w żalu. – powiedział Puchatek – A ty nie wolisz mężczyzn?
  • To, że różowy nie znaczy, że pedał! – wydarł się.
  • Dobra Ruchańcu wbijamy na imprezę do Kłapouchego idziesz?
  • Ty się jeszcze pytasz? Jasne, że idę.
  • Siema brachu! – krzyknęliśmy niemal równocześnie, no może równo bez Prosiaczka, bo ten ledwo co się trzyma na nogach, więc językiem tym bardziej nie może ruszać.
  • Cześć. Siadajcie. – gestem wskazał na wibrującą kanapę przed którą stały browary, fajki, no i oczywiście Maria.
  • Reszta też przyjdzie? – zapytałem.
  • Tak. Kangurzyca się spóźni…
  • Tak wiemy, ma okres.
  • No dobra, to co dzisiaj oglądamy?
  • Stawiam na Show Girl! – krzyknął Tygrysek wymachując płytą przyklejoną do fiuta.
  • Jest ostro?
  • Jest ostro! Hu-hu-hu-huh!
  • To dawaj.Zaczęliśmy oglądać. W międzyczasie przyszła reszta to znaczy: Sowa, Maleństwo i Kangurzyca.

  • Nie no, to jest zajebisty film. – co chwila padał taki tekst.
  • Kangurzyca? Ty też tak potrafisz? – zapytał Królik.
  • Króliku wyszkolono mnie bardzo dobrze, oczywiście, że takie coś potrafię, a nawet więcej. – odpowiedziała łapiąc go za przyrodzenie.

    I tak oto rozpoczęła się, jak zwykle, grupowa orgia.

    Następnego dnia…

  • Masz coś na kaca? – zapytało Maleństwo podpalając piątego z rzędu papierosa.
  • Mam bulion.
  • Blee… no ale jeśli to pomoże to dawaj.Podałem mu talerz z zupą po czym w ciszy zjedliśmy, a raczej wypiliśmy „napój Bogów”, czyli wszech uleczalny w takich sprawach.

  • Kurwa. Matka przyjmowała przez całą noc, nie mogłem tego słuchać więc się uchlałem. Mogę u ciebie pomieszkać przez jakiś czas? – zapytał robiąc maślane oczy.
  • Jasne, że możesz. – powiedziałem, po czym zapytałem po chwili – Powiedz mi jak to jest mieszkać w burdelu?
  • Chujowo! – powiedział na wstępie – Cały czas słyszysz jęki, jak parobek musisz zmieniać pościel, bo starsza nie ma na to siły, trzeba ją wyczyścić, więc ją myjesz, totalna chujnia. Całe szczęście, że Wiewiórki trochę pomagają.
  • No rzeczywiście chujowo.
  • Matka chyba na chwilę zawiesi działalność.
  • Czemu?
  • Pająki nie nadążają robić kondomów, a Starsza powiedziała, że nie chce kolejnej wpadki.
  • Czyli byłeś wpadką?
  • Taa, Stara otwierała działalność, jakiś pająk wkurwił się na drugiego i w złości źle zrobił gumkę. Przyszedł klient założył myśląc, że będzie bezpiecznie, w gumce dziurka, plemniczki i tak oto powstałem ja. Mam szczęście, że był kangurem. Nie chciałbym mieć uszu jak słoń, albo czegoś innego.
  • No, fakt.
  • Jesteś dzisiaj mało rozmowny, bracie. Co się stało?
  • Martwi mnie Sowa. – powiedziałem otwierając notatnik.
  • A dlaczego? – zapytał nagle ożywiony, bulion jednak działa cuda i nie bez powodu został nazywany „napojem Bogów”.
  • Tego się dowiesz w następnym rozdziale.

Start!

Mam zaszczyt zaprosić Państwa na nową wersję…

Stumilowego Lasu!


Entliczek Pentliczek, Entliczek Pak.

Mucha nie kica, a fruwa ptak.

Daj mi zagadkę, a ja powiem tak:

Entliczek Pentliczek, Entliczek Pak.


Postacie:

Powrót do góry

INFORMACJA

Zmień ten wpis i tytuł w panelu administracyjnym w opcji skórki.